Europa dostała kolejny sygnał, że musi sobie radzić samaZdaniem
Marka Borowskiego, Stanów Zjednoczonych, przy całej ich potędze i mimo gróźb Donalda Trumpa, nie stać na rozszerzenie tego rodzaju akcji jak w Wenezueli na Kolumbię, Meksyk i Grenlandię. Nie stać też politycznie, ponieważ akcja wykonana w Wenezueli, niezależnie od tego, że nikt nie żałuje Nicolasa Maduro, bo to absolutnie ponury typ, budzi poważne wątpliwości od strony prawnej. Krytykuje się za to Donalda Trumpa także w samych Stanach Zjednoczonych - mówił senator w
Radiu dla Ciebie.
- Stanowisko całej opozycji demokratycznej, ale też niektórych Republikanów jest takie, że to była akcja bardzo niebezpieczna z politycznego punktu widzenia. Wprawdzie Nicolas Maduro został aresztowany nie jako prezydent, bo Stany Zjednoczone go za prezydenta nie uznają - zresztą słusznie, my też go nie uznajemy - lecz jako obywatel. Ale wszystko jedno, wejście na terytorium innego kraju, aresztowanie jego obywatela, zlikwidowanie kilkudziesięciu osób. Jeżeli tak potężne państwo jak Stany Zjednoczone daje sobie do tego prawo, to dlaczego inne państwo, też mające duże zasoby, nie może go sobie dać?
Oczywiście, jak dodał senator - nasuwają się natychmiast porównania do Chin i Tajwanu.
- Chińczycy uważają, że Tajwan jest pod okupacją ludzi, którzy oderwali go od Chińskiej Republiki Ludowej i uzurpują sobie prawo do władzy. Dlatego jeśli Stany Zjednoczone przeprowadzają taką akcję, to oni też mogą to zrobić. Rosja skrytykowała ingerencję w Wenezueli, podczas kiedy sama dokonuje ingerencji na wielką skalę w Ukrainie. Za chwilę, jak spodziewa się senator, popłyną z Moskwy sygnały, że jeśli chodzi o Ukrainę, to tam rządzili naziści, prześladowano osoby rosyjskojęzyczne, w związku z tym Rosja miało prawo tam wkroczyć i zrobić porządek.
Marek Borowski zwrócił uwagę, że wyjaśnienia Donalda Trumpa w sprawie akcji w Wenezueli były bardzo enigmatyczne.
- W zasadzie jedna rzecz była konkretnie podana - ropa naftowa. Trump kilkakrotnie, albo nawet kilkunastokrotnie powiedział, że jak koncerny amerykańskie będą miały do niej dostęp, to odbudują Wenezuelę. Brzmi to raczej niewiarygodnie, żeby koncerny zajmowały się działalnością charytatywną. Więc raczej chodzi o to, żeby je do tej ropy dopuścić i ciągnąć z tego zyski. Pozostałe rzeczy są bardzo niejasne, np. zapowiedź, że Stany Zjednoczone będą rządzić Wenezuelą za pośrednictwem może pani wiceprezydent.
W ocenie Marka Borowskiego to, co stało się w Wenezueli to w pewnym sensie powtórka z historii.
- W historii, jeśli jakiś przywódca kraju większego czy mniejszego zaczynał mieć problemy wewnętrzne i tracił popularność to szukał rozwiązania, które by mobilizowało obywateli wokół niego pod jakimś nośnym hasłem. Najlepszym hasłem jest walka z przeciwnikiem lub po prostu wywołanie wojny, jak zrobił Putin. Albo grożenie bez przerwy innymi krajami, jak robi np. Korea Północna. To może być walka z narkobiznesem, który jest niebezpieczny dla kraju i użycie sił zbrojnych. Wydaje mi się, że Trump, który planował tę operację już od pewnego czasu, zachował się tutaj dość typowo. Republikanie i on sam tracą popularność, potrzebny był więc ruch, który by pokazał ich sprawczość. Jak powiedział Marco Rubio, nikt nas nie będzie ogrywał, jesteśmy potężni, my tu rządzimy.
Marek Borowski przypomniał słowa Donalda Trumpa o doktrynie prezydenta Monroe, zgodnie z którą Stany Zjednoczone nie będą się mieszać w sprawy Europy, Azji i tak dalej, i oczekują, by nikt się nie mieszał w sprawy Ameryki Północnej i Południowej.
- Trump oświadczył, że bardzo mu się podoba ta doktryna, a ponieważ on ją realizuje, to ona będzie się nazywała Donroe, czyli Donald i Monroe. Oznacza to jakiś izolacjonistyczny kurs. Europa dostała kolejny sygnał, że musi sobie radzić sama, ale jednocześnie jest to zachęta dla takich państw jak Rosja czy Chiny, żeby one również uznały, że to jest ciekawa koncepcja: Stany Zjednoczone tam, a my tutaj.
Radio dla Ciebie - 5.01.2025Powrót do "Wiadomości" /
Do góry