Gdzie są granice politycznej przyzwoitości?Gdzie są granice politycznej przyzwoitości? Co się stało z polską kulturą polityczną? Jak ona wyglądała kiedyś? - portal
naTemat zadał te pytania m.in.
Markowi Borowskiemu. – Zaczęło się psuć na początku XXI wieku. Teraz mamy tak zwaną wolną amerykankę, czyli bitwę o poparcie społeczne. Ale to działa w obie strony. Twardy elektorat zachęca do twardych, aroganckich, często ideologicznych wystąpień. A z drugiej strony tego rodzaju wystąpienia są dobrze przyjmowane przez ten elektorat i tym bardziej powodują, że on głuchnie na inne argumenty.
– Jeśli chodzi o poszczególnych polityków, to oczywiście można by wymienić nazwiska osób, które rozumieją, co to jest debata, dyskusja kulturalna, krytyka itd. Natomiast te osoby nie dominują.
Zdaniem senatora, wszystko zaczęło się zmieniać, kiedy do Sejmu dostało się ugrupowanie Andrzeja Leppera.
– On pierwszy rzucił hasło, że tu w Wersalu już nie będzie. Ale był takim prawdziwkiem, którym targał w dużym stopniu słuszny gniew ludowy. Niemniej jego metody – krzyk, nieprzestrzeganie prawa, pomówienia – powodowały, że pozostałe partie się od niego dystansowały. To skończyło się, gdy PiS doszedł do władzy, ponieważ najpierw twierdził, że "z Lepperem nigdy", a potem okazało się, że można – mówi.
Można powiedzieć, że w ten sposób PiS wpuścił tę narrację nienawistną na salony. W pewnym sensie troszkę sam zaczął się nią posługiwać, ale to był dopiero pierwiosnek. Potem był rok 2007 i wygrana innego obozu politycznego. Leppera już nie było, ale jak się okazało, ta infekcja pozostała. Po katastrofie smoleńskiej wirus, który był jeszcze trochę uśpiony, u Kaczyńskiego się rozwinął. Po przegranych wyborach prezydenckich, w których wystartował, całkowicie zmienił front. Wtedy już padły słowa jak: morderstwo, zdrajcy, Tusk ma krew na rękach itd. To był moment decydujący.
Jak podkreśla Marek Borowski, początek polaryzacji w społeczeństwie i potem jej kontynuacja w ciągu 8 lat rządów PiS, to jest sprawka Kaczyńskiego i jego kolegów. Wcześniej były okrzyki z ław poselskich. Natomiast cenieni byli politycy kompetentni.
– Był czas, kiedy były nawet ostre spory polityczne, ale jednak trzymano się pewnych zasad.
Młodym ludziom, których całe życie zdominowała polityczna wojna i innych czasów nie kojarzą, senator dziś wytłumaczyłby to tak:
– Oczywiście mieliśmy ostre dyskusje. Były okrzyki z ław poselskich. Natomiast w opinii publicznej cenieni byli politycy, którzy operowali argumentami, byli kompetentni, mieli wiedzę w określonej dziedzinie. Warto było ich słuchać, nawet jeżeli byli z przeciwnego obozu. Już nie mówiąc o tym, że można było zawierać jakieś porozumienia w ważnych dla państwa sprawach. Przykład: reforma administracyjna, kiedy wprowadzono 16 województw.
– Dzisiaj byłoby to kompletnie niemożliwe. Oczywiście cały czas pojawiały się też różnego rodzaju ugrupowania, które próbowały zdemolować polityczną debatę i posługiwać się bezczelną, ordynarną demagogią, krzykiem i pomówieniami. Ale zawsze był to pewien margines, którego partie głównego nurtu, nawet będące w sporze między sobą, nie akceptowały – wspomina senator.
Pytany, jak po ludzku czuje się dziś, gdy to już nie jest margines, Marek Borowski mówi:
– Oczywiście źle się czuję, ale nie rezygnuję z argumentowania i z brania udziału w polemikach. Trzeba się przedzierać.
Jak zwraca uwagę senator, media, chcąc napiętnować takie zachowania polityczne, wbrew pozorom robią coś innego.
– Niektórzy dziennikarze po części też się do tego przyczyniają. To model: "zaprosimy dwóch albo dwie, albo dwoje z przeciwnych obozów, niech sobie skaczą do oczu. Niech gadają różne głupstwa, a ja dziennikarz będę na tym tle wychodził jako jedyny sprawiedliwy". Ten model dziennikarstwa niestety to pogłębia.
na Temat - 30.03.2026Powrót do "Wiadomości" /
Do góry