Premier i minister finansów liczą na cud wysokiego wzrostuZaproponowana przez ministra Rostowskiego autopoprawka do budżetu oparta jest na bezzasadnie optymistycznych przesłankach - uważa
Marek Borowski. Nikt, poza resortem finansów, nie wierzy w to, że przyszłoroczny wzrost gospodarczy wyniesie 3,7 proc. Naiwnością byłoby również zakładać, że spowolnienie gospodarki pociągnie za sobą tak nieznaczny spadek dochodów budżetu. W mojej ocenie są to działania pozorowane, odkładające decyzję w czasie. W sytuacji gdy nawet tak niewielkie cięcia wywołują opór poszczególnych ministrów, trudno sobie wyobrazić jeszcze głębsze cięcia.
Dlaczego rząd stosuje zasłonę dymną? Być może premier i minister finansów liczą na cud, jakim byłoby utrzymanie obecnej dynamiki wzrostu gospodarczego. Obawiam się, że cudu nie będzie. Rząd zapowiada, że jest zdeterminowany, by utrzymać obecny deficyt i będzie ciąć wydatki. Należy mieć nadzieję, że zakręcenie budżetowego kurka w najmniejszym stopniu dotknie najuboższych. Niewykluczone jednak, że rząd będzie uciekał się do ograniczania wydatków za pomocą decyzji pozasejmowych, słusznie spodziewając się, że uzyskanie parlamentarnej akceptacji dla dotkliwych redukcji dla najmniej zarabiających będzie trudne.
Marek BorowskiDZIENNIK (The Wall Street Journal)Powrót do "Wiadomości" /
Do góry