PiS jest więźniem miłości do Donalda Trumpa - Super ExpressSuper Express: Czy słowa marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego ws. Trumpa i tego, że nie należy mu się Pokojowa Nagroda Nobla będą miały jakiś wpływ na relacje polsko-amerykańskie?
Marek Borowski: To jest opinia parlamentarzysty...
...i jednocześnie drugiej osoby w państwie.- Nie wiem, czy Trump wie, że Czarzasty jest drugą osobą w państwie, natomiast zawsze jest tak, że posłowie i senatorowie mogą więcej niż premierzy i prezydenci. Co zresztą widać w wypowiedziach różnych parlamentarzystów europejskich czy amerykańskich, którzy często mówią w sposób bardzo radykalny, ale przyjmuje się to z bogactwem inwentarza. Nie sądzę więc, żeby to miało jakieś większe znaczenie w stosunkach polsko-amerykańskich.
- Ale zgadza się pan z argumentacją przedstawioną przez Włodzimierza Czarzastego?- Tak, zgadzam się i uważam, że marszałek Sejmu mógł powiedzieć więcej niż może powiedzieć premier, prezydent czy minister spraw zagranicznych. Ale zgadzam się także z Radosławem Sikorskim, który powiedział, że jeśli pan prezydent Trump zatrzyma rosyjską agresję i doprowadzi do sprawiedliwego, podkreślam słowo, pokoju między Ukrainą a Rosją, to sam wystąpi dla niego o Nagrodę Nobla. Bo prawdę mówiąc, poza wojną między Armenią a Azerbejdżanem, to pozostałe wojny, których zakończenie przypisuje sobie Trump były konfliktami granicznymi, które wygasły chwilowo, ale bez rozwiązania problemu. Nie ma tu więc jego wielkich zasług. Agresja Rosji na Ukrainę jest sprawą kluczową.
- Pamiętamy jego zapowiedzi o zakończeniu tej wojny w 24 godziny, a tymczasem po ponad roku wydaje się być w tej kwestii raczej bezradny. W nocy z poniedziałku na wtorek Rosja przypuściła atak na Ukrainę z użyciem 450 dronów i 60 pocisków, także balistycznych. Radosław Sikorski skwitował to słowami: „tyle w sprawie obietnicy Putina dotyczącej prezydenta USA". Trump straci kiedyś cierpliwość do Putina? - Ale przecież to nadużywanie cierpliwości trwa już właściwie od początku jego drugiej kadencji. Były różne groźne zapowiedzi Trumpa, że już tę cierpliwość traci, że jest bardzo zły, że bardzo mu się to nie podoba, ale to oczywiste, że Putin gra mu na nosie. Niestety wszystkie podejrzenia, że istnieją jakieś powiązania Trumpa z Rosją z przeszłości znajdują tutaj jakieś potwierdzenie. Choć nie jest to oczywiście poparte dowodami. On cały czas ma wyłącznie transakcyjne podejście do polityki i ono przysłania mu całą resztę. To bardzo smutne, bo z jednej strony widzimy ogrom zbrodni, których dokonuje Putin w Ukrainie, a z drugiej Trump zaprasza go do Rady Pokoju.
- Jakoś po szczycie w Davos temat tej rady mocno przycichł. Pomysł umrze szybciej niż się narodził?- Nie wiem, co dalej Trump zrobi z tą Radą Pokoju, bo jak na razie kolejnych chętnych niespecjalnie widać. A ci, którzy się zgłosili, mają po prostu jakiś interes w zyskaniu takiego czy innego poparcia Trumpa.
- W najbliższych dniach do Kijowa ma się udać premier Donald Tusk, który napisał, że „w tym dramatycznym czasie Ukraina nie może pozostać sama". Jest takie zagrożenie?- Takie zagrożenie jest cały czas. Premier Tusk i minister Sikorski cały czas w tej sprawie robią bardzo wiele, wiele mówią, wzywają, alarmują. Takie wypowiedzi pojawiają się co jakiś czas i one są skierowane po części do Trumpa oczywiście, ale myślę, że głównie do krajów europejskich. Chodzi o to, żeby nie przestawały i zwiększały swój wysiłek, także finansowy, w pomoc Ukrainie. To jest już naprawdę długa wojna, choć może nie zdajemy sobie z tego sprawy. To są 4 lata! Czyli tyle, ile Związek Radziecki walczył w II wojnie światowej po ataku Hitlera w 1941 r. Istnieje takie ryzyko, że ta wojna się banalizuje. Widzimy tę tragedię, widzimy, co się tam dzieje, ubolewamy, pomagamy, ale trochę nam już ta wojna spowszedniała. Nawet nam. A co dopiero w krajach, które są bardziej odległe jak Włochy, Francja, Hiszpania czy Portugalia?
- Marszałek Czarzasty powiedział też, że świat stoi na progu epokowej zmiany i że znany nam, oparty na prawie międzynarodowym porządek, odchodzi w przeszłość. Jak ten świat na nowo ułożyć, skoro coraz mniej partnerów do racjonalnej dyskusji?- Ten świat odchodzi w przeszłość z powodu Trumpa. Bo to, że Rosja próbowała go ułożyć wedle swoich wyobrażeń, wyobrażeń Putina, wiedzieliśmy od dawna. Ale nie była w stanie tego zrobić. Natomiast Trump, ze względu na siłę Stanów Zjednoczonych, próbuje tego dokonać. Ale ja powiem ostrożnie, że nie jestem do końca takim pesymistą.
- Dlaczego?- Dlatego, że Trump nie będzie wieczny. Nie wiem, jak się ułoży sytuacja w USA, przecież za niewiele więcej jak pół roku mamy wybory do Izby Reprezentantów i części Senatu. I jeśli sprawy będą wyglądały tak jak do tej pory, to układ polityczny się tam zmieni. Trump nadal będzie prezydentem, ale możliwości działania będzie miał znacznie mniejsze. Świat może wrócić do działania w oparciu o instytucje i prawo międzynarodowe. Ale nie ma takiej gwarancji, więc z całej sytuacji trzeba wyciągnąć wnioski. Tak jak powiedział premier Kanady: średnie kraje mają do wyboru albo być wasalami tych silnych i czekać aż coś im skapnie z pańskiego stołu, albo się jednoczyć i próbować stworzyć odrębną siłę.
- W tym kontekście - wie pan czego chce PiS, które unika nawet najmniejszej krytyki ws. polityki Donalda Trumpa?- Pamiętajmy, że po wyborze Trumpa posłowie PiS wykrzykiwali w Sejmie jego nazwisko i dzisiaj są więźniami tej miłości, którą tak ochoczo okazywali. Nie chcę tego określać mocniejszymi słowami, ale... to politycznie mocno naiwne podejście, żeby uważać, że przy tym nieobliczalnym prezydencie ta polsko-amerykańska więź będzie wieczna i że tak musi być. To polityczna naiwność. Polska musi grać na dwóch fortepianach. Jeden to na pewno Stany Zjednoczone, ale trzeba mieć plan B i on się nazywa Unia Europejska. Bo co jeśli któregoś pięknego dnia pan prezydent Trump lub jego następca powie: wycofujemy wojska z Europy?
Rozmawiała
KAMILA BIEDRZYCKAŹródło: SUPER EXPRESSPowrót do "Wywiady" /
Do góry