Strona główna
Wiadomości
Halina Borowska - Blog żony
Życiorys
Forum
Publikacje
Co myślę o...
Wywiady
Wystąpienia
Kronika
Wyszukiwarka
Galeria
Mamy Cię!
Ankiety
Kontakt

Newsletter




Wiadomości / 22.11.17, 10:25 / Powrót

Ja tylko pytam

Największa partia opozycyjna przedstawiła swój program na wybory samorządowe. Warto mu się bliżej przyjrzeć, co czynię - pisze Marek Borowski w tygodniku POLITYKA.

Konwencja samorządowa PO w Łodzi zebrała dobre recenzje. Podjęto próbę „odklejenia” Platformy od niezbyt szczęśliwego hasła o „totalnej opozycji” i przekucia go w „totalną propozycję”. Grzegorz Schetyna zapowiedział, że o programie Platforma będzie rozmawiać z Polakami, a Róża Thun na łamach POLITYKI wezwała do merytorycznej dyskusji nad programem, bo „to jest nam dziś najbardziej potrzebne”. Wobec tych wezwań – jako Polak i miłośnik merytorycznych dyskusji – nie mogę pozostać obojętny. Od razu na wstępie zaznaczę, że program Platformy jest interesujący, niezdawkowy (kilkadziesiąt stron) i zawarto w nim szereg sensownych propozycji. Są w nim także – czemu trudno się dziwić – pomysły dyskusyjne. O niektórych z nich pisałem już sygnalnie w poprzednim felietonie, więc teraz trochę szerzej i konkretniej.

Na pierwszy ogień weźmy zapowiedź likwidacji stanowiska wojewody i przekazanie jego zadań marszałkowi i sejmikowi województwa. Na wstępie z ostrożności procesowej oświadczę, że w pełni tę niechęć do wojewodów rozumiem. PiS nie lubi nikogo, kto nie jest mu całkowicie podporządkowany, a że marszałkowie i sejmiki na ogół do pisowskiej rodziny („rodzina na swoim”) nie należą, więc PiS stopniowo ogranicza ich uprawnienia i zmniejsza środki, przekazując je właśnie wojewodom. Zgoda – to praktyka fatalna. Powinno być przeciwnie: uprawnienia wojewody należałoby ograniczyć, a samorządu wzmocnić. Niewątpliwie likwidacja urzędu wojewody rozwiązuje ten problem radykalnie, ale jest jeden „drobny” szkopuł: art. 152 konstytucji stwierdza, że „Przedstawicielem Rady Ministrów w województwie jest wojewoda”. Czyli nici z likwidacji tego urzędu (na możliwość zmiany konstytucji się nie zanosi).
Z drugiej strony po co w ogóle likwidować, jeśli opozycja po wygraniu wyborów wyznaczy przecież własnych wojewodów, którym ograniczy kompetencje do niezbędnego minimum, a maksimum uprawnień przekaże samorządom? Nie twierdzę, że muszę mieć rację – ja tylko pytam.

Temat numer dwa to inny ważny pomysł programowy PO: przekazanie samorządom terytorialnym wszystkich wpływów z PIT i CIT pozyskiwanych na jego terenie (dziś otrzymują prawie połowę PIT i kilka procent CIT). Cel jasny i szczytny – zachęcić samorządy do rozwijania gospodarki na ich terenie, bo z tego będą czerpać korzyści podatkowe. Jednak w ekonomii jak w medycynie: im silniejsze lekarstwo, tym groźniejsze skutki uboczne. Samorządy czerpią dziś dochody z trzech źródeł: podatki i opłaty lokalne (np. podatek od nieruchomości, opłata skarbowa), wspomniany udział w PIT i CIT oraz dotacje z budżetu państwa (głównie na utrzymanie szkół, 500+ i pomoc społeczną). Pozostawienie całego PIT i CIT w samorządach oznacza pozbawienie budżetu państwa wpływów w kwocie ok. 80 mld zł. Aby zrównoważyć ten ubytek, trzeba będzie wstrzymać prawie całkowicie przekazywanie samorządom dotacji. Mówiąc obrazowo, autorzy tej koncepcji mówią samorządowcom tak: „Dostawaliście do tej pory 50 mld zł z PIT i CIT oraz 80 mld zł z budżetu państwa, a teraz będziecie dostawać 130 mld zł z podatków i zero złotych z budżetu państwa”. W sumie w skali kraju to jakby to samo, ale efekty będą szokujące! Gminy, na których terenie znajduje się wiele przedsiębiorstw, bardzo zyskają, pozostałe (którym dotychczasowa dotacja wyrównywała szanse) – bardzo stracą. Już dziś taka np. gmina Kleszczów, gdzie znajduje się elektrownia i kopalnia węgla brunatnego, ma na głowę mieszkańca dochód 46 tys. zł rocznie, a gmina Trzcianka (wcale nie najbiedniejsza) – 6 tys. zł. Pozostawienie w samorządach podatków i zabranie dotacji (która właśnie wyrównywała szanse i umożliwiała w miarę normalne funkcjonowanie) znacząco zwiększy rozwarstwienie dochodowe między gminami i regionami (czyli między mieszkańcami) Polski. Czy to jest dobry pomysł? Nie wiem – ja tylko pytam.

Trzecia sprawa, która na pewno wzbudzi zainteresowanie, to zamiar naprawienia błędu, jakim było przeniesienie kilka lat temu części środków (a konkretnie obligacji Skarbu Państwa w kwocie ok. 150 mld zł) zgromadzonych na indywidualnych kontach w OFE – do ZUS. Osobiście nie uważam, aby to był błąd, ale nie odmawiam nikomu prawa do myślenia inaczej i podjęcia działań „naprawczych”. Platforma proponuje teraz operację odwrotną. Rzecz tylko w tym, że ZUS co miesiąc musi wypłacać emerytury, tak więc „wyjęcie” z ZUS 150 mld zł może się odbyć tylko w drodze pożyczenia takiej kwoty przez budżet na rynku – a to znacząco zwiększy dług publiczny, przez co spowoduje wysoce negatywne skutki dla finansów i gospodarki kraju. Autorzy zdają się dostrzegać to zagrożenie, więc alternatywnie proponują, aby zamiast pieniędzy przekazać do OFE należące do państwa akcje spółek Skarbu Państwa. Niestety, tu znów kłopot. Wartość tych akcji na giełdzie to trochę powyżej 100 mld zł, więc należałoby przekazać wszystkie, w tym takich strategicznych przedsiębiorstw, jak PKO BP, Orlen czy PGNiG. Czy dalsze zadłużanie kraju lub prywatyzacja strategicznych firm to właściwy kierunek i czy to się spodoba wyborcom? Nie wiem – ja tylko pytam.
I tyle. Taki to już ze mnie ptak-pytak. Być może za dwa lata, przed wyborami, kwestie te nikogo nie będą już interesować, liczyć się będzie tylko wiarygodność, PiS i antypis. Być może – ale lepiej być przygotowanym na to, że ktoś jednak spyta.

Wojewoda mazowiecki ostro zabrał się do usuwania niesłusznych patronów warszawskich ulic. Wyrzucił bohaterów warszawskiego podziemia okupacyjnego, zabitych w akcjach zbrojnych przeciw niemieckiemu okupantowi lub zamęczonych w gestapowskich kazamatach – bo należeli do niewłaściwej partii. Padli dąbrowszczacy, którzy pierwsi stawili czoła faszyzmowi – bo rzekomo chcieli ustanowić w Hiszpanii „reżim stalinowski”. „Stalinowska” Hiszpania nadała im honorowe obywatelstwo. Nie uratował się także prof. Oskar Lange, obok Michała Kaleckiego najbardziej znany na świecie polski ekonomista, ojciec ekonometrii. W mojej macierzystej SGH Aula Główna nosi jego imię – myślę, że Senat uczelni nie podda się temu bolszewickiemu szaleństwu. I tylko wstyd, żal i gorycz, że można tak poniewierać ludźmi. Miejmy nadzieję, że do czasu.
POLITYKA - 14 listopada 2017

Powrót do "Wiadomości" / Do góry