Prezydent elekt zaczął nie najlepiej - "Gazeta Wyborcza""Gazeta Wyborcza", AGNIESZKA KUBLIK: Krzysztof Szczerski, prezydencki minister spraw zagranicznych, obwieścił na Twitterze, że „jedynym ośrodkiem stabilności jest prezydent elekt, po jego zaprzysiężeniu Sejm powinien się natychmiast rozwiązać”.
MAREK BOROWSKI: Wygląda na to, że garnitur doradcy prezydenta ds. zagranicznych jest dla pana Szczerskiego wyraźnie za ciasny i bardziej odpowiada mu rola wiceprezydenta gotowego zabierać głos w każdej sprawie. Żałuję, że również prezydent elekt nie wytrzymał nerwowo i włączył się do kampanii wyborczej.
Już 24 maja się włączył.– Ale z taką pewną nieśmiałością, a teraz zdecydowanie, stwierdzając, że rząd stracił zaufanie społeczne. A przecież nie ma do tego podstaw. Prezydent elekt powinien być bardzo wstrzemięźliwy w wypowiedziach, bo jest elektem, a nie prezydentem. A kiedy już zostanie zaprzysiężony, nie powinien agresywnie włączać się w kampanię wyborczą.
Jest powód do dymisji rządu Kopacz?– Żadnego. Jak i nie ma do samorozwiązania Sejmu. Wszystko to razem jest absurdalne, przecież w październiku są wybory, więc o co chodzi?
O kredyt zaufania do partii rządzącej, który się wyczerpał. Tak to widzi Duda. Majowy ranking zaufania CBOS: Kukiz – 58 proc., Duda i Komorowski po 54, Kopacz – 42, Kaczyński – 31. A w rankingu nieufności to PiS ma się nieźle: szef – 50 proc., wiceszef Macierewicz – 52 proc.– No właśnie, tym zaufaniem tak bym nie epatował. Cóż, jako obywatel mogę tylko apelować do prezydenta elekta, by nie wykonywał nerwowych ruchów i nie wygłaszał takich oświadczeń. Bo to bardzo utrudni mu bycie prezydentem wszystkich Polaków, co przecież zadeklarował.
Teraz musi zabiegać o wygraną PiS, by spełnić wyborcze obietnice, np. obniżenia wieku emerytalnego.– Jeśli będzie agresywnie atakował przeciwników swojej macierzystej partii, to oczywiście nie będzie prezydentem wszystkich Polaków.
By być po wyborach prezydentem wszystkich, do wyborów musi być prezydentem PiS.– Wiadomo, z kim sympatyzuje, ale nie może tego robić nachalnie. Zaczął nie najlepiej.
Premier Kopacz ma siłę lidera?– PO nie ma wyjścia, musi mieć jednoosobowe kierownictwo, jednoosobowe decyzje, bo inaczej grozi jej klęska. Jeżeli pani premier i zarazem przewodnicząca PO weźmie na siebie odpowiedzialność za decyzje partii i gabinetu, jest szansa, że ludzie to docenią, tę konsekwencję i stanowczość. Byłoby lepiej, gdyby to wszystko nastąpiło wcześniej.
Rok temu, gdy pojawiły się pierwsze Sowie podsłuchy?– Mam do tych podsłuchów stosunek niechętny. Spójrzmy realistycznie. Wielu polityków z różnych opcji prywatnie mówi podobnie. Gdyby ich podsłuchać, znaleźliby się w równie wstydliwej sytuacji. Wiem, bo rozmawiam z różnymi politykami.
Co nas jeszcze czeka?– Jak u Hitchcocka, na początku trzęsienie ziemi, potem napięcie rośnie. Trzęsienie gabinetu już mieliśmy, teraz będzie coraz ciekawiej. Trzeba mieć mocne nerwy.
Jak PO może to przeżyć?– Realnie obliczyć możliwości państwa, co można jeszcze do wyborów zrobić, rozeznać potrzeby młodych i ubogich, zaproponować im pakiet rozwiązań, ale twardo powiedzieć, że PO nie jest od robienia cudów, bo jest partią odpowiedzialną. I nie powinna się nikomu podlizywać ani wykonywać nerwowych ruchów. Obiecywanie cudów zostawić PiS-owi.
Źródło: "Gazeta Wyborcza"Powrót do "Wywiady" /
Do góry